Budzik zadzwonił akurat w chwili, kiedy Jewls myślała, że nie zadzwoni wcale.
- Mmmmrphg. *ucisza piekielne urządzenie* Zieeeeeew...
Wtuliła się w poduszkę i byłaby zasnęła znowu, gdyby nie to, że...
- MUNCHLAX! (Jewls! Nie śpij!) - Pokemon, który znikąd pojawił się przy jej ogromnym łóżku, zaczął nią potrząsać.
- Munch, munchlax! (Jeeewls, pora wstaawaaać!)
- No już dobrze, dobrze, wstaję... *przeciąga się*
- Munchlax. (Pamiętaj, że dzisiaj zaczynasz swoją przygodę.)
- Masz rację... ale fajnie, co nie? -dziewczynka natychmiast poderwała się z uśmiechem na twarzy.
- To już dziś!
- Munch. (Wiem.)
- Wiem, że wiesz. Tylko po prostu to jest tak ekscytujące, że muszę się tym podzielić ze światem, nieprawdaż?
- Munch. (Nie, nie musisz.)
- No, nie bądź taki niemiły.
- Munchlax... (Nie jestem niemiły, po prostu...)
- Oj no przecież wiem, nie musisz się tłumaczyć. A teraz wyjdź, bo chcę się przebrać!
- Munch. (Dobrze już, dobrze.)
Jewls wstała i podeszła do szafy. W co by tu się ubrać...
Jest środek lata, co w Dandelii oznacza słoneczne dni i upalne noce. W ogóle Dandelia była bardzo ciepłą krainą, a słynęła z tego, że dmuchawce kwitły tu przez prawie połowę roku.
Dziewczynka wybrała prostą, białą bluzkę i krótkie jeansy oraz sandały. Rozczesała skołtunione włosy i ułożyła je w warkoczyka, po czym zbiegła na dół.
- Munchlax!
- Munch! (Jesteś nareszcie!)
- Gdzie tata?
- Munchlax. (W Szklarni. Czeka na ciebie.)
- Więc się pospieszmy! -krzyknęła i pobiegła.
- Muunchlaax. (Jak człowiek się spieszy, to diabeł się cieszy, dotyczy to też Pokemonów.)- mruknął stworek, mimo to jednak poszedł za dziewczynką.
- Taatoo!
- Munch. (Tam jest.)- Tu jestem! -krzyknął Ojciec, stojący przy drzwiach Szklarni.
- Munch? (A nie mówiłem?)Jewls podbiegła do ojca i rzuciła mu się na szyję.
- Oj, już dobrze, bo mi kości połamiesz. -powiedział Ojciec, po czym zapytał:
- To jak, chcesz Pokemona?
- Oczywiście!
- Wiesz już, jakiego?
- Nie...
- To zapraszam. *otwiera pilotem drzwi Szklarni* Wybierz sobie któregoś...
Wyobraźcie sobie dżunglę z palmami, gęstą roślinnością, barwnymi kwiatami i lianami. Teraz dodajcie do tego jeszcze skały i wodospad oraz rzeczkę i jeziorko. I Pokemony. Mniej więcej tak wyglądała olbrzymia Wielka Szklarnia, tylko że o wiele, wiele piękniej.
Jewls westchnęła.
Tak, właśnie, Pokemony. One były wszechobecne. Ojciec Jewls zajmował się badaniami nad tymi stworkami już od dawna, w szczególności nad Pokemonami-duchami oraz Mrocznymi Pokemonami. Te dwa typy najbardziej lubiła jego córka, choć jej matka wolała latające oraz normalne stworki, a zwłaszcza ptaki. O owej kobiecie opowiem później, gdyż również była sławnym naukowcem i trenerem. Jednak teraz wyjechała za granicę.
No dobra, przejdźmy do rzeczy, czyli jakiego Poka wybrała sobie nasza Jewls (zapomniałam dodać, ona zna mowę Pokemonów, więc często ich wypowiedzi będą tłumaczone).
- Może Shinx? -spytał Ojciec.
Dwa małe Shinxy, bawiące się nieopodal, podeszły do nich i dały się pogłaskać dziewczynce. Jewls roześmiała się na ich widok.
- Albo Buneary? -pytał dalej Ojciec, pokazując małego króliczka, który zajadał jagodę.
- Hmm... -zamyśliła się dziewczynka.
- Zastanowię się jeszcze. -powiedziała.
- Munch. (Ach, te kobiety.)
W towarzystwie Munchlaxa Jewls przeszła przez małą polankę i zagłębiła się dalej w las. Liczne Pokemony, takie jak Butterfree, przysiadały nieopodal i patrzyły na nią i na Munchlaxa. Warto zaznaczyć, że po chwili znalazła się przy największym drzewie rosnącym w Szklarni, tuż przy jeziorku, w którym pluskały się wodne Pokemony.
Zostawiamy na chwilę Jewls i jej namyślanie się i patrzymy nieco w górę. No, nie aż tak, powiedziałam "nieco"! O, tak lepiej. Widzicie tą gałąź? Przypatrzcie się jej uważnie...
Burmy spały przytulone, w równym rządku, trzymając się gałęzi drzewa tym... tym... czekajcie, no, wiecie o co mi chodzi, więc właśnie tym się trzymały. Kolejno zwisały: zielony, różowy, brązowy i znów zielony. Ten pierwszy nagle ziewnął i zakołysał się na boki, potrącając różowego. Różowy, a właściwie Róża, bo to była "ona", obudziła się i skarciła brata donośnym:
- Burmy! (Nie trzęś tak, Zorro!)
- Burm! (Przepraszam!) -odpowiedział Burmy nazwany Zorrem. Niestety Róża również się zatrzęsła, budząc kolejno Sarę (brązowego Burmy'ego) i Lea (zielonego Burmy'ego). Zezłoszczona tym, zaczęła strofować swojego brata jeszcze bardziej.
- Burmy! Burmy-mi! (Ty nigdy nie uważasz, jak ziewasz! Zobacz, obudziłeś wszystkich!)
- Burmy... (Powiedziałem przecież: przepraszam...)
- Burm! Burmy-bur! (Cicho! Im prędzej się pogodzicie, tym szybciej znowu zaśniemy!) -powiedział Leo, uchylając jedno oko.
Zorro i Róża ułożyli się nieco wygodniej.
- Burm. (Sorki.)- Mi. (No OK.)
I Burmy już prawie zasnęły, gdy wtem...
- Pika! (Uwaga!)Mały, żółty Pikachu skoczył na gałąź i niechcący nadepnął na "trzymadełko" Zorra. Ten, zaskoczony, pisnął:
- BURMY! (O matko!)Reszta również się obudziła i przestraszona rozglądała się wokoło.
- Pika... (Ojć, uważaj...) -powiedział Pikachu, a Zorro poczuł, że ześlizguje się z gałęzi.
- BURMYYYYYYYYYYYYYY!!! (O kurcze! Ja spadaaaaaam!) -wrzasnął i faktycznie zaczął spadać.
- Burmy! (Zorro!) -pisnęła nie na żarty przerażona Róża, bezsilnie patrząc za bratem.
Tymczasem Zorro spadał, wrzeszcząc: "IIIIIIIIIIIIK!". I gdy już miał się rozpaćkać o ziemię, poczuł, że coś go złapało.
Ostrożnie otworzył oczy i zobaczył, że złapał go nie kto inny, tylko...
Tak, Jewls. To było łatwe do przewidzenia, prawda?
- Burmy? (Ja żyję?) -spytał nieśmiało i gdy upewnił się, że tak, przepełniony radością cmoknął dziewczynkę prosto w nos.
W nos, nie w usta, to by było obleśne. A tak wyglądało uroczo.
Jewls zaśmiała się i przytuliła Pokemona.
- Munch. (Uf.) -powiedział Munchlax, który jak zwykle znalazł się tuż koło dziewczynki. -Munch. (Już myślałem, że się rozpaćka o ziemię.)
Jewls (cały czas trzymająca Burmy'ego w objęciach) i Munchlax wkrótce doszli na łączkę, gdzie czekał Ojciec, karmiąc Luxraya.
Mężczyzna wyprostował się i rzekł z uśmiechem do córki:
- I co, namyśliłaś się, jakiego Pokemona chcesz?
- Tak!
- No i?
- No i chcę Burmy'ego!
Ojciec stanął z wyrazem kompletnego niezrozumienia na twarzy.
- Burmy'ego?
- Tak...
- Munchlax? -zapytał z niedowierzaniem.
- Munch. (Mnie już nic nie zdziwi.) -odpowiedział stworek.
Ojciec jeszcze przez chwilę gapił się na Jewls, myśląc, że to żart. W końcu doszedł do wniosku, że dziewczynka na pewno nie żartuje.
- Ale wiesz, kochanie... może jednak jakiegoś innego? Na przykład Shinxa?
- Dlaczego? -zdziwiła się dziewczynka.
- No bo... wiesz, Burmy są dość słabe... -odpowiedział, po czym dodał: -Ale skoro tak się upierasz...
- Upieram się -odpowiedziała Jewls.
- Munch. (To prawda.) -dodał Munchlax.
- No to może weź jeszcze jakiegoś dodatkowego, nie wiem...
- Nie, złapię sobie w dziczy. -zaśmiała się Jewls. -Ale cieszę się, że się o mnie troszczysz.
- Masz tu podstawowe wyposażenie Młodego Trenera: 5 PokeBalli, 5.000 Y i Pokepix (taki ulepszony PokeDex na rękę. Nówka sztuka, prosto z Central City.) oraz kanapki i butelka soku. Chcesz coś jeszcze?
- Nie, dzięki, tato.
- To w takim razie... do zobaczenia! Masz pisać listy i nas odwiedzać! -powiedział wzruszony rodzic.
- Obiecuję. -odpowiedziała Jewls i cmoknęła go w policzek. -Pa, tato! Pa, Munchla...
- MUNCH! (Nigdzie nie idziesz!!) -wrzasnął gruby Pokemon i objął dziewczynkę w pasie, nie dając jej iść.
- Oj, puść, przecież wiesz, że muszę iść, ale będę często wpadać... -sapnęła Jewls.
- Munch. (Często.)- Tak, często.
- Munch! (Co najmniej raz w tygodniu!)- Nie no, bez przesady... -powiedziała dziewczynka i wyrwała się z objęć Munchlaxa. -Na pewno będę pisać. Cześć! -krzyknęła i pobiegła, machając ręką na pożegnanie. Burmy popiskiwał radośnie, uczepiony jej plecaka (tym razem bardzo mocno, żeby nie spaść).
- Jak te dzieci szybko dorastają... -powiedział smutno Ojciec.
- Munch. (Niech to szlag.) -odpowiedział stworek.
C.D.N.
Ostrożnie otworzył oczy i zobaczył, że złapał go nie kto inny, tylko...
Tak, Jewls. To było łatwe do przewidzenia, prawda?
- Burmy? (Ja żyję?) -spytał nieśmiało i gdy upewnił się, że tak, przepełniony radością cmoknął dziewczynkę prosto w nos.
W nos, nie w usta, to by było obleśne. A tak wyglądało uroczo.
Jewls zaśmiała się i przytuliła Pokemona.
- Munch. (Uf.) -powiedział Munchlax, który jak zwykle znalazł się tuż koło dziewczynki. -Munch. (Już myślałem, że się rozpaćka o ziemię.)
Jewls (cały czas trzymająca Burmy'ego w objęciach) i Munchlax wkrótce doszli na łączkę, gdzie czekał Ojciec, karmiąc Luxraya.
Mężczyzna wyprostował się i rzekł z uśmiechem do córki:
- I co, namyśliłaś się, jakiego Pokemona chcesz?
- Tak!
- No i?
- No i chcę Burmy'ego!
Ojciec stanął z wyrazem kompletnego niezrozumienia na twarzy.
- Burmy'ego?
- Tak...
- Munchlax? -zapytał z niedowierzaniem.
- Munch. (Mnie już nic nie zdziwi.) -odpowiedział stworek.
Ojciec jeszcze przez chwilę gapił się na Jewls, myśląc, że to żart. W końcu doszedł do wniosku, że dziewczynka na pewno nie żartuje.
- Ale wiesz, kochanie... może jednak jakiegoś innego? Na przykład Shinxa?
- Dlaczego? -zdziwiła się dziewczynka.
- No bo... wiesz, Burmy są dość słabe... -odpowiedział, po czym dodał: -Ale skoro tak się upierasz...
- Upieram się -odpowiedziała Jewls.
- Munch. (To prawda.) -dodał Munchlax.
- No to może weź jeszcze jakiegoś dodatkowego, nie wiem...
- Nie, złapię sobie w dziczy. -zaśmiała się Jewls. -Ale cieszę się, że się o mnie troszczysz.
- Masz tu podstawowe wyposażenie Młodego Trenera: 5 PokeBalli, 5.000 Y i Pokepix (taki ulepszony PokeDex na rękę. Nówka sztuka, prosto z Central City.) oraz kanapki i butelka soku. Chcesz coś jeszcze?
- Nie, dzięki, tato.
- To w takim razie... do zobaczenia! Masz pisać listy i nas odwiedzać! -powiedział wzruszony rodzic.
- Obiecuję. -odpowiedziała Jewls i cmoknęła go w policzek. -Pa, tato! Pa, Munchla...
- MUNCH! (Nigdzie nie idziesz!!) -wrzasnął gruby Pokemon i objął dziewczynkę w pasie, nie dając jej iść.
- Oj, puść, przecież wiesz, że muszę iść, ale będę często wpadać... -sapnęła Jewls.
- Munch. (Często.)- Tak, często.
- Munch! (Co najmniej raz w tygodniu!)- Nie no, bez przesady... -powiedziała dziewczynka i wyrwała się z objęć Munchlaxa. -Na pewno będę pisać. Cześć! -krzyknęła i pobiegła, machając ręką na pożegnanie. Burmy popiskiwał radośnie, uczepiony jej plecaka (tym razem bardzo mocno, żeby nie spaść).
- Jak te dzieci szybko dorastają... -powiedział smutno Ojciec.
- Munch. (Niech to szlag.) -odpowiedział stworek.
C.D.N.
Łał! Baaaaardzo fajne! Świetnie zrobiłaś Munhlaxa :)
OdpowiedzUsuńTak, Munchlax jest fajny :D to jest Cwany Munchlax, jeśli wiesz, o co mi chodzi ;) bo Munchlax to przed-ewolucja Snorlaxa :D
OdpowiedzUsuń