wtorek, 22 kwietnia 2014

Popołudnie & Noc Dnia 1

Jewls i Zorro udali się na zachód, do miasta Middleriver, położonego w dolinie między rzeką Białą a rzeką Cichą. Szli, gawędząc przyjaźnie i przeglądając PokeDex (wersja hp328, nówka sztuka; a właśnie, zapomniałam powiedzieć! Jewls dostała nie tylko Pokepix, czyli podręczny PokeDex na rękę, którego używa się gdy nie ma czasu na wyjęcie z plecaka znacznie większego PokeDexu). Oszczędze Wam nudnych opisów, bo właściwie nic się nie działo poza tym, że szli i czytali o ciekawych właściwościach, atakach i miejscach wartycz odwiedzenia. Tak więc przewijamy trochę w przód... ups, trochę za daleko... o. Teraz jest idealnie.

Gdy dotarli do Middleriver, powitała ich wielka brama z wymalowanym napisem: WITAMY TRENERÓW!
Faktycznie, było tu ich sporo. Jewls i Zorro udali się więc do zacisznego Parku na przedmieściach, gdzie usiedli na ławce i wypakowali prowiant.
Właśnie gdy skończyli jeść, Jewls zobaczyła chłopaka, który szedł wyraźnie w ich kierunku. Trochę się wystraszyła, bo widać było, że jest to wprawiony trener; u jego boku maszerował pogodnie mały, podobny do liska Pokemon: Eevee.
- Cześć. -powiedziała do niego, kiedy się zbliżył.
- Cześć. -odparł. -Walczysz?
Jego Eevee usiadł i patrzał na dziewczynkę ślicznymi, mądrymi oczkami.
- Yyy... wybacz, ale nie. -odpowiedziała.
- Tchórzysz. -nieznajomy uśmiechnął się złośliwie.
- Wcale nie tchórzę, po prostu jestem początkująca a widać, że ty jesteś już doświadczony...
- Czyli tchórzysz, mała.
Dotknęło ją to. Urażona mruknęła:
- Nie tchórzę...
- To walcz. Chyba, że się mnie boisz!
Gdyby nie okoliczności, Jewls przyznałaby, że młody trener jest przystojny; miał wyluzowaną postawę, nosił skórzaną, nieco szpanerską czarną bluzę i długie jeansy, które podkreślały fakt, że jest szczupły. Wyglądał na około czternaście lat. Teraz wyraźnie sobie z niej drwił, co nie było wcale fajne.
Jewls już miała mu coś odpowiedzieć, gdy uprzedził ją Zorro:
- Burmy! Mi! (Sam jesteś tchórz, skoro wyzywasz do walki słabszych!)
- Zorro...
- Wygadany ten twój Burmy. -rzekł chłopak z przekąsem. -Cóż, skoro się boisz, to siedź tu sobie ze swoim wrednym robalem, a ja poszukam odważnego przeciwnika...
Rozzłoszczona tym do reszty dziewczynka syknęła:
- Mam nadzieję, że rozwali ciebie, tego twojego Eevee i wszystkie superświetne Pokemony, które jeszcze masz! Zorro, idziemy stąd!
I odeszła, zła i obrażona. Ale ani ona, ani Burmy nie widzieli, że młody trener patrzy za nimi z uśmiechem. Eevee pisnął cicho.

Usiadła przy sztucznym jeziorze, oparta plecami o drzewo. Nadal była wkurzona na tego chłopaka. Zorro przytulił się do niej i razem patrzyli na pluskające się w wodzie Pokemony. Po jakimś czasie złość ustąpiła.
Wtem dziewczynka poczuła, że ktoś ciągnie ją za bluzkę. Popatrzyła za siebie i zobaczyła małego Pichu, który piszczał radośnie i uśmiechał się.
- Hej. -powiedziała przyjaźnie. -Co tu robisz?
Pichu pokazał na jej plecak, na kieszeń, w której miała PokeBalle.
- Chcesz się do nas przyłączyć? -spytała.
Pichu potwierdził. Pokazał na Zorra, na siebie i ustawił się w pozycji bojowej.
- A więc najpierw walka, tak? Nie mam nic przeciwko, a ty, Zorro?
- Burmy! (A więc walczmy!)
Nie jestem dobra w opisie walk, więc raczej musicie sami je sobie wyobrażać. Powiem tyle: okazało się, że Jewls nie jest taka zła i dobrze wydaje polecenia, a Zorro i Pichu wykazali się ogromną zwinnością i zapałem do walki. Końcowym wynikiem był remis. Pichu podszedł do plecaka Jewls i wyjął PokeBalla, w którym się schował. Po tradycyjnym: pik, pik, pik, piiiiii... Pokemon został schwytany. Po chwili wyszedł z Balla i już-już mieli rozpocząć wspólną zabawę, kiedy usłyszeli, że ktoś klaszcze.
Jewls odwróciła się i zobaczyła tego samego trenera, który wyzwał ją do walki, rozwalonego na ławce i bijącego brawo z wredny uśmieszkiem. Eevee siędział obok niego i piszczał wesoło.
- Bravissimo! -krzyknął trener. -Cóż, okazuje się, że nie jesteś taka słaba, jak twierdził twój robal. O dziwo, okazało się, że Pokemon jest godniejszym przeciwnikiem ode mnie! Może teraz, kiedy masz już dwóch obrońców, nie będziesz się bała ze mną walczyć?
- Nigdy nie będę z tobą walczyć! -odparła wściekła Jewls. -I wcale się nie boję! Jesteś wredny! Nie dość że walczysz tylko ze słabszymi, to jeszcze mnie obrażasz! Jesteś podły, ty...ty...
- Nazywam się Sly. -rzekł skromnie chłopak. -I nie walczę tylko ze słabszymi. Poza tym wcale cię nie obrażam, to ty mnie obrażasz w tej chwili.
- Hm... ale mnie obrażałeś!
- Jeśli tak, to przepraszam. Po prostu się z tobą droczyłem, bo mi zależy na tej walce.
Zdziwiona tą zmianą w zachowaniu chłopaka, Jewls zdołała tylko wyjąkać:
- I wcalę się ciebie nie boję!
Sly wstał, a Eevee wskoczył mu na ramię.
- To walczymy?
- No dobrze, skoro się upierasz... -mruknęła Jewls.
- OK. W takim razie idź, Loki! -odparł, a Eevee posłusznie zeskoczył mu z ramienia i ustawił sie naprzeciwko Zorra. -A tak poza tym -dodał Sly.- Mówił ci już ktoś, że jesteś ładna?
Jewls zarumieniła się natychmiast, a młody trener puścił do niej oko i się zaśmiał.
- Dobrze więc...Zorro! Tarcza, a potem Ugryzienie Robala!
Tutaj znów nie będę dokładnie opisywać walki. W każdym bądź razie pierwsza tura zakończyła się porażką Zorra, który mimo wszystko poradził sobie świetnie. Zaś w drugiej turze wygrał Pichu, powalając Eevee- czyli Lokiego- wspaniałym Pchnięciem. Niestety, mimo tego że Elektryczny Pokemon bardzo się starał i okazał wielki talent, wygrał głównie dlatego, że Sly kazał Lokiemu nie atakować i przyjmować wszystkie uderzenia.
- Brawo! -wykrzyknął, znów klaszcząc. -Pichu jest naprawdę dobry. Ty też poradziłaś sobie nadzwyczajnie!
- Dzięki, ale...dawałeś mi fory...-powiedziała skromnie dziewczynka, jak zwykle uczciwa.
- Eee tam. -Sly mrugnął do niej. -Teraz chodźmy do CP, aby uleczyć naszych dzielnych towarzyszy!

Nie trzeba było długo czekać, aby dzielni towarzysze zostali uleczeni, gdyż walka była raczej treningowa i obrażenia były niewielkie. Trenerzy udali się ulicą Główną dalej na zachód. Po jakimś czasie Jewls spytała:
- Będziesz ze mną chodzić? -i natyczmiast jęknęła, bo uświadomiła sobie, jak to zabrzmiało. Sly się uśmiechnął.
- Skoro mnie o to prosisz...
- Przestań, wiesz, o co mi chodzi. Czy będziesz moim partne...rem...no nieee...- znów jęknęła, zrozumiawszy, że wkopała się jeszcze bardziej.
- Hmm, od razu partnerem? -mruknął Sly. Jego oczy błysnęły. -Cóż, jeśli taka jest twoja wola, to...
- Cicho! Nienawidzę cię...
- No dobra, dobra, już koniec żartów -śmiał się Sly.- Nie no, wiem, o co ci chodzi. Oczywiście możemy podróżować razem.
Dziewczyna westchnęła z ulgą.
- Ale partnerem też mogę być -nie powstrzymał się chłopak. -No, nie płacz! -popatrzył na zalamaną do reszty Jewls. -Wiesz, że bardzo ładnie wyglądasz z czerwonymi policzkami? -zachichotał, bo dziewczyna natyczmiast spłonęła rumieńcem.

Nie minęło wiele czasu, gdy dziewczyna spostrzegła, że idą w określonym kierunku. Spytała więc:
- Ej, Sly! Dokąd idziemy?
- Do Wave Gym, jeśli nie masz nic przeciwko. -odparł młody trener.
- Może być...-mruknęła.
- Chciałbym zdobyć tutejszą Odznakę. Zobacz, mam już czternaście...-powiedział i pokazał dziewczynie trzy rzędy błyszczących Odznak.
- Wow...-wyjąkała z podziwem. -Naprawdę jesteś świetny...
- To nic takiego -odrzekł.
- Ja nie mam ani jednej...
- Nie przejmuj się. Będę je wygrywać dla ciebie. Tylko musisz mi kibicować- uśmiechnął się.
- Dzięki... -wydukała.
Szli dalej w milczeniu. Zorro kiwał się sennie, uczepiony plecaka dziewczyny, a Pichu wszedł do PokeBalla. W pewnym momencie Loki przeskoczył z ramienia swego trenera na ramię Jewls. Wzięła go na ręce, a on wtulił się w nią i zasnął.
- O...- powiedziała, niepewna, co ma teraz zrobić.
- Nie martw się. Wyraźnie cię polubił i ci ufa. Prześpi się i wstanie.
- A...nie będziesz nim walczył? -spytała.
- Nie, niech sobie odpocznie.
Po jakimś czasie Sly zwrócił się do dziewczyny:
- Jak masz jakieś pytanaia, to śmiało je zadawaj.
- Hm...dlaczego...nazwałeś Eevee Loki?
- Cóż, wydało mi się to dobrym imieniem dla Umbreona.
- Będzie Umbreonem?
- Mam taką nadzieję.
- A...jake masz jeszcze Pokemony?
Chłopak uśmiechnął się.
- Zobaczysz. Będę nimi walczył.
Doszli w końcu do Sali, zwanej Wave Gym. Weszli do środka i od razu napotkali jakiegoś młodego trenera.
- Witajcie. -powiedział. -Przyszliście tu na walkę z Liderem?
- Owszem.- odparł Sly. -Chcę go wyzwać na pojedynek o Odznakę Dwóch Rzek.
Trener przytaknął i zaprowadził ich do pomieszczenia, w którym mieściła się arena. Usiedli na trybunach. Z Liderem (Tedem) już ktoś walczył. Była to drobna dziewczynka o czarnych włosach i brązowych oczach w krztałcie migdałów. Walka widocznie dobiegała końca, i wyglądało na to, że dziewczynka wygrywa.
- Plus, Minus, teraz jeszcze raz Iskry! -krzyknęła, a dwa elektryczne Pokemony- Plusle i Minun- połączyły dwa ataki w jeden i pokonały Pokemony Teda- Azurilla i Mantyke'a.
- Świetnie! -ucieszyła się dziewczynka, a Plus i Minus radoście przybiły sobie piątkę.
Ted podszedł do niej i wręczył jej odznakę. Trenerka była wyraźnie uradowana.
- Dobrze, teraz ja. -powiedział Sly.-Trzymaj dla mnie kciuki! Tą walkę dedykuję tobie- mrugnął.
Młoda Trenerka zauważyła ich i teraz podeszła do Jewls.
- Hej! -przywitała ją. Plus i Minus siedzieli na obu jej ramionach.
- Cześć! Dobrze walczyłaś. -powiedziała Jewls.
- Dziękuję! Było łatwo. Ja, Plus i Minus rozumiemy się prawie jak rodzeństwo.
- To fajnie! -uśmiechnęła się dziewczynka. -Siadaj koło mnie, zaraz będzie następna walka.
- A kto to? Twój chłopak? -spytała trenerka, patrząc na Sly'a, który uścisnął dłoń Teda i ustalał z nim reguły walki. Jewls spłonęła rumieńcem.
- Nie... -odparła. -To przyjaciel. Poznaliśmy się niedawno.
- No więc cóż, nie wiadomo, co z tego wyniknie! -zachichotała tamta. -No dobrze, żartuję przecież. -dodała, widząc minę Jewls. -Tak w ogóle, jestem Megan, ale mów mi Meg.
- A ja jestem Jewls. Miło cię poznać.
- Mi ciebie też. Ojej! -zawołała Meg.
- Co się stało?
- To twój Eevee?
Dziewczyna spojrzała na małego Pokemona, śpiącego słodko w jej ramionach.
- Nie. To Eevee Sly'a, tego chłopaka. Nazywa się Loki.
- Dziwne imię. -przyznała Megan. -Jaki on uroczy! Też bym chciała mieć Eevee.
- Ja też. No ale cóż! Kto by nie chciał.
- No właśnie. Oho, walka już się zaczyna.
Faktycznie, Ted już wybrał swoje dwa Pokemony- tym razem były to Masquerain i Staryu. Sly wybrał dwa PokeBalle, wyrzucił w powietrze i...
- Oh! -zawołała Jewls, widząc jego Pokemony.
Pierwszym z nich był Furret, którego imię od razu zdradzę- Świrus. Urocza fretka, bardzo lubi trenera. A drugim...
- No, no. -powiedział Ted. -Fajne Pokemony.
Sly uśmiechnął się dumnie.
- Zaczynaj. -powiedział.
Walka rozpoczęła się i od razu na prowadzenie wysunął się Świrus, który był niezwykle zwinny i od razu zadał duże obrażenia Staryu. Później Masquerain i Staryu połączyli ataki i Świrus oberwał, po czym Sly'owi szło już gorzej, do czasu, kiedy...
Kiedy do walki wkroczył jego drugi Pokemon.
A tym Pokemonem był Absol.
- Teraz Ugryzienie, a potem Podwójny Zespół i Szybki Atak! -krzyczał Sly, a Absol wykonywał wszystkie jego polecenia po prostu idealnie. Prędko rozwalił Staryu, a potem razem ze Świrusem pokonali Masqueraina. Wodne Pokemony Teda nie miały szans.
Przez chwilę na twarzy Lidera pojawił się grymas zawodu, ale potem podszedł do Sly'a i pogratulował mu, wręczając Odznakę. Chłopak wezwał spowrotem do PokeBalli Absola i Świrusa, po czym podszedł do dziewczyn.
- Cześć. Jestem Sly. -powitał Megan.
- Megan. -powiedziała trenerka.
- Widziałaś, Jewls? To właśnie moje pozostałe Pokemony. Świrus i Slash. Podobały ci się? -wyszczerzył się dumnie.
- Były świetne!
- A oto twoja Odznaka. -wyciągnął przed siebie rękę, w której spoczywał dowód wygranej. Odznaka Dwóch Rzek wyglądała jak dwie splecione wstążki. Jewls wzięła ją i przyglądała jej się z bliska, a potem uroczyście przypięła ją Sly'owi do kurtki po wewnętrznej stronie, jako zapełnienie trzeciego rzędu Odznak.
- Hej! -zawołała Megan. -Masz tyle samo Odznak co ja!
- Naprawdę? -zdziwił się chłopak.
- No! Ale czekaj... nie masz Odznaki Jęzora z Moon Valley... za to masz Odznakę Oka i Odznakę Duszy... niech to licho! Aha! Nie masz jeszcze Odznaki Ryby!
- Nie mam, to fakt. -przyznał Sly.
Jeszcze duzo czasu spędzili na porównywaniu Odznak, w co włączyła się Jewls, pytając o poszczególne Odznaki. W pewnym momencie na arenę weszło kilku nastolatków, w czym jeden z nich miał na ramieniu Pikachu i rządał walki z Liderem. Jego towarzysze- koleś z niebieskimi wlosami i Pachirisu i kolesiówa z różowymi włosami związanymi w dwa kucyki dwoma kokardkami, która posiadała Spritzee. Ten od Pikachu był bardzo pewny siebie i Jewls nie zdziwiła się, że wygrał.
Zauważyła zmianę w zachowaniu Sly'a- stał sie milczący, poważny i patrzył spode łba na grupkę. Koleś i kolesiówa wrzeszczeli i kibicowali temu z Pikachu, aż ostatni Pokemon Lidera padł. Z resztą potem też wrzeszczeli, gratulując mu wygranej. Ogólnie bardzo hałaśliwa grupka.
Sly wyraźnie ich nie lubił.
- Chodźmy stąd. -powiedział. -Ci goście prędko się nie uspokoją.
Wyszli więc na dwór, a Jewls zauważyła, że Sly nadal zerka przez ramię na Wave Gym.
- Kim byli ci kolesie? -zapytała.
- Ask Ketchum z Pikachu, ten facio z Pachirisu to Larry, a dziewczyna nazywa się Vanessa. Sławna grupka, wszędzie ich pełno...
- Ash Ketchum. Slyszałam o nim. Ponoć wszystkich rozwala. Ma z czterdzieści Odznak i wiernego Pikachu.
- Głupi chlopak. -mruknął Sly.
- Nie taki głupi, skoro porozwalał tyle Sal...- odparła Jewls.
Sly zerknął na nią i coś błysnęło w jego stalowych oczach, ale nie wiedziała, co.
- Chodźmy stąd. -powtórzył. -Zaraz będzie dwudziesta, trzeba załatwić sobie pokoje w CP.
Rzeczywiście, było już późno. Wrócili więc we trójkę do Centrum Pokemon, by obeznać sie z wolnymi kwaterami.
- Dwa pokoje. -powiedziała Meg.
- Jeden twój, drugi nasz. -powiedział Sly niby od niechcenia, ale widać było, że się uśmiechnął.
- Nie...- jęknęła Jewls.
Megan zaczęła się śmiać.
- No dobrze, skoro chcecie, to macie tu klucz...
- Meg, nie rób mi tego...
- No żartuję przecież... my dwie w jednym pokoju, a Sly w drugim. Chodź! -zawołała i poszła na górę.
- Do zobaczenia jutro rano, Sly! -krzyknęła jeszcze Jewls.
- Chyba że zaśpisz. -odparł chłopak, ale już go nie usłyszała.

Pokój był mały, ale uroczy. Duże okno z balkonikiem wychodziło na zachód, także pomarańczowe słońce oświetlało go przez zasłony. Maleńka łazienka była w lewym rogu. Zaś łóżko...było piętrowe.
- Zajmuję górę! -wykrzyknęła Megan i rzuciła swój plecak na wyższe posłanie.
Jewls usiadła na dolnym łóżku i wypuściła z PokeBalla Pichu. Elektryczny Pokemon umościł się przy poduszce i zasnął. Zorro też, tylko że zwisając z desek tworzących podstawę górnego łóżka Meg.
Plus i Minus również chyba zasnęli, bo nie było ich słychać ani wszędzie nie tryskały wyładowania elektryczne, tak charakterystyczne dla dwójki rozrabiaków. Meg pierwsza zajęła łazienkę, a po niej Jewls. Umyła się i rozpuściła warkocza, po czym przebrała się w piżamę i wyszła.
- Dobranoc, Jewls! Karaluchy do zabawki a strzykawki pod poduchy...czy jakoś tak...- mruknęła sennie Meg.
- Dobranoc, Meg, słodkich snów.
Ale jeszcze długo nie spała, patrząc w okno na księżyc i rozmyślając o dniu dzisiejszym. Być może było to również spowodowane tym, że Pichu wiercił się przez sen. Od czasu do czasu nawet wzdychał sennie. W końcu młoda trenerka również zasnęła i miała bardzo fajny sen. Zgadnijcie, co jej się przyśniło.

Biały paw!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Przedpołudnie Dnia 1

DRRRRRRRRR!!!...
Budzik zadzwonił akurat w chwili, kiedy Jewls myślała, że nie zadzwoni wcale.
- Mmmmrphg. *ucisza piekielne urządzenie* Zieeeeeew...
Wtuliła się w poduszkę i byłaby zasnęła znowu, gdyby nie to, że...
- MUNCHLAX! (Jewls! Nie śpij!) - Pokemon, który znikąd pojawił się przy jej ogromnym łóżku, zaczął nią potrząsać.
- Munch, munchlax! (Jeeewls, pora wstaawaaać!)
- No już dobrze, dobrze, wstaję... *przeciąga się*
- Munchlax. (Pamiętaj, że dzisiaj zaczynasz swoją przygodę.)
- Masz rację... ale fajnie, co nie? -dziewczynka natychmiast poderwała się z uśmiechem na twarzy.
- To już dziś!
- Munch. (Wiem.)
- Wiem, że wiesz. Tylko po prostu to jest tak ekscytujące, że muszę się tym podzielić ze światem, nieprawdaż?
- Munch. (Nie, nie musisz.)
- No, nie bądź taki niemiły.
- Munchlax... (Nie jestem niemiły, po prostu...)
- Oj no przecież wiem, nie musisz się tłumaczyć. A teraz wyjdź, bo chcę się przebrać!
- Munch. (Dobrze już, dobrze.)
Jewls wstała i podeszła do szafy. W co by tu się ubrać...
Jest środek lata, co w Dandelii oznacza słoneczne dni i upalne noce. W ogóle Dandelia była bardzo ciepłą krainą, a słynęła z tego, że dmuchawce kwitły tu przez prawie połowę roku.
Dziewczynka wybrała prostą, białą bluzkę i krótkie jeansy oraz sandały. Rozczesała skołtunione włosy i ułożyła je w warkoczyka, po czym zbiegła na dół.
- Munchlax!
- Munch! (Jesteś nareszcie!)
- Gdzie tata?
- Munchlax. (W Szklarni. Czeka na ciebie.)
- Więc się pospieszmy! -krzyknęła i pobiegła.
- Muunchlaax. (Jak człowiek się spieszy, to diabeł się cieszy, dotyczy to też Pokemonów.)- mruknął stworek, mimo to jednak poszedł za dziewczynką.

- Taatoo!
- Munch. (Tam jest.)- Tu jestem! -krzyknął Ojciec, stojący przy drzwiach Szklarni.
- Munch? (A nie mówiłem?)Jewls podbiegła do ojca i rzuciła mu się na szyję.
- Oj, już dobrze, bo mi kości połamiesz. -powiedział Ojciec, po czym zapytał:
- To jak, chcesz Pokemona?
- Oczywiście!
- Wiesz już, jakiego?
- Nie...
- To zapraszam. *otwiera pilotem drzwi Szklarni* Wybierz sobie któregoś...

Wyobraźcie sobie dżunglę z palmami, gęstą roślinnością, barwnymi kwiatami i lianami. Teraz dodajcie do tego jeszcze skały i wodospad oraz rzeczkę i jeziorko. I Pokemony. Mniej więcej tak wyglądała olbrzymia Wielka Szklarnia, tylko że o wiele, wiele piękniej.
Jewls westchnęła.
Tak, właśnie, Pokemony. One były wszechobecne. Ojciec Jewls zajmował się badaniami nad tymi stworkami już od dawna, w szczególności nad Pokemonami-duchami oraz Mrocznymi Pokemonami. Te dwa typy najbardziej lubiła jego córka, choć jej matka wolała latające oraz normalne stworki, a zwłaszcza ptaki. O owej kobiecie opowiem później, gdyż również była sławnym naukowcem i trenerem. Jednak teraz wyjechała za granicę.
No dobra, przejdźmy do rzeczy, czyli jakiego Poka wybrała sobie nasza Jewls (zapomniałam dodać, ona zna mowę Pokemonów, więc często ich wypowiedzi będą tłumaczone).
- Może Shinx? -spytał Ojciec.
Dwa małe Shinxy, bawiące się nieopodal, podeszły do nich i dały się pogłaskać dziewczynce. Jewls roześmiała się na ich widok.
- Albo Buneary? -pytał dalej Ojciec, pokazując małego króliczka, który zajadał jagodę.
- Hmm... -zamyśliła się dziewczynka.
- Zastanowię się jeszcze. -powiedziała.
- Munch. (Ach, te kobiety.)
W towarzystwie Munchlaxa Jewls przeszła przez małą polankę i zagłębiła się dalej w las. Liczne Pokemony, takie jak Butterfree, przysiadały nieopodal i patrzyły na nią i na Munchlaxa. Warto zaznaczyć, że po chwili znalazła się przy największym drzewie rosnącym w Szklarni, tuż przy jeziorku, w którym pluskały się wodne Pokemony.

Zostawiamy na chwilę Jewls i jej namyślanie się i patrzymy nieco w górę. No, nie aż tak, powiedziałam "nieco"! O, tak lepiej. Widzicie tą gałąź? Przypatrzcie się jej uważnie...

Burmy spały przytulone, w równym rządku, trzymając się gałęzi drzewa tym... tym... czekajcie, no, wiecie o co mi chodzi, więc właśnie tym się trzymały. Kolejno zwisały: zielony, różowy, brązowy i znów zielony. Ten pierwszy nagle ziewnął i zakołysał się na boki, potrącając różowego. Różowy, a właściwie Róża, bo to była "ona", obudziła się i skarciła brata donośnym:
- Burmy! (Nie trzęś tak, Zorro!)
- Burm! (Przepraszam!) -
odpowiedział Burmy nazwany Zorrem. Niestety Róża również się zatrzęsła, budząc kolejno Sarę (brązowego Burmy'ego) i Lea (zielonego Burmy'ego). Zezłoszczona tym, zaczęła strofować swojego brata jeszcze bardziej.
- Burmy! Burmy-mi! (Ty nigdy nie uważasz, jak ziewasz! Zobacz, obudziłeś wszystkich!)
- Burmy... (Powiedziałem przecież: przepraszam...)
- Burm! Burmy-bur! (Cicho! Im prędzej się pogodzicie, tym szybciej znowu zaśniemy!)
-powiedział Leo, uchylając jedno oko.
Zorro i Róża ułożyli się nieco wygodniej.
- Burm. (Sorki.)- Mi. (No OK.)
I Burmy już prawie zasnęły, gdy wtem...
- Pika! (Uwaga!)Mały, żółty Pikachu skoczył na gałąź i niechcący nadepnął na "trzymadełko" Zorra. Ten, zaskoczony, pisnął:
- BURMY! (O matko!)Reszta również się obudziła i przestraszona rozglądała się wokoło.
- Pika... (Ojć, uważaj...) -powiedział Pikachu, a Zorro poczuł, że ześlizguje się z gałęzi.
- BURMYYYYYYYYYYYYYY!!! (O kurcze! Ja spadaaaaaam!) -wrzasnął i faktycznie zaczął spadać.
- Burmy! (Zorro!) -pisnęła nie na żarty przerażona Róża, bezsilnie patrząc za bratem.

Tymczasem Zorro spadał, wrzeszcząc: "IIIIIIIIIIIIK!". I gdy już miał się rozpaćkać o ziemię, poczuł, że coś go złapało.
Ostrożnie otworzył oczy i zobaczył, że złapał go nie kto inny, tylko...
Tak, Jewls. To było łatwe do przewidzenia, prawda?
- Burmy? (Ja żyję?) -spytał nieśmiało i gdy upewnił się, że tak, przepełniony radością cmoknął dziewczynkę prosto w nos.
W nos, nie w usta, to by było obleśne. A tak wyglądało uroczo.
Jewls zaśmiała się i przytuliła Pokemona.
- Munch. (Uf.) -powiedział Munchlax, który jak zwykle znalazł się tuż koło dziewczynki. -Munch. (Już myślałem, że się rozpaćka o ziemię.)
Jewls (cały czas trzymająca Burmy'ego w objęciach) i Munchlax wkrótce doszli na łączkę, gdzie czekał Ojciec, karmiąc Luxraya.
Mężczyzna wyprostował się i rzekł z uśmiechem do córki:
- I co, namyśliłaś się, jakiego Pokemona chcesz?
- Tak!
- No i?
- No i chcę Burmy'ego!
Ojciec stanął z wyrazem kompletnego niezrozumienia na twarzy.
- Burmy'ego?
- Tak...
- Munchlax? -zapytał z niedowierzaniem.
- Munch. (Mnie już nic nie zdziwi.) -odpowiedział stworek.
Ojciec jeszcze przez chwilę gapił się na Jewls, myśląc, że to żart. W końcu doszedł do wniosku, że dziewczynka na pewno nie żartuje.
- Ale wiesz, kochanie... może jednak jakiegoś innego? Na przykład Shinxa?
- Dlaczego? -zdziwiła się dziewczynka.
- No bo... wiesz, Burmy są dość słabe... -odpowiedział, po czym dodał: -Ale skoro tak się upierasz...
- Upieram się -odpowiedziała Jewls.
- Munch. (To prawda.) -dodał Munchlax.
- No to może weź jeszcze jakiegoś dodatkowego, nie wiem...
- Nie, złapię sobie w dziczy. -zaśmiała się Jewls. -Ale cieszę się, że się o mnie troszczysz.

- Masz tu podstawowe wyposażenie Młodego Trenera: 5 PokeBalli, 5.000 Y i Pokepix (taki ulepszony PokeDex na rękę. Nówka sztuka, prosto z Central City.) oraz kanapki i butelka soku. Chcesz coś jeszcze?
- Nie, dzięki, tato.
- To w takim razie... do zobaczenia! Masz pisać listy i nas odwiedzać! -powiedział wzruszony rodzic.
- Obiecuję. -odpowiedziała Jewls i cmoknęła go w policzek. -Pa, tato! Pa, Munchla...
- MUNCH! (Nigdzie nie idziesz!!) -wrzasnął gruby Pokemon i objął dziewczynkę w pasie, nie dając jej iść.
- Oj, puść, przecież wiesz, że muszę iść, ale będę często wpadać... -sapnęła Jewls.
- Munch. (Często.)- Tak, często.
- Munch! (Co najmniej raz w tygodniu!)- Nie no, bez przesady... -powiedziała dziewczynka i wyrwała się z objęć Munchlaxa. -Na pewno będę pisać. Cześć! -krzyknęła i pobiegła, machając ręką na pożegnanie. Burmy popiskiwał radośnie, uczepiony jej plecaka (tym razem bardzo mocno, żeby nie spaść).
- Jak te dzieci szybko dorastają... -powiedział smutno Ojciec.
- Munch. (Niech to szlag.) -odpowiedział stworek.
       
C.D.N.